Koszmar życia codziennego

Po opadnięciu euforii z dokonanej wyprawy i powrocie do codzienności człowiek zmaga się z trudami znacznie przewyższającymi te z wyprawy. Co mam na myśli? Otóż czas regeneracji szybko przekształcił się w zmiany fizycznie oraz psychicznie.

Fizycznie to bardzo przytyłem (ważenie i pomiary z 1.01.2014)
Waga to 95,8 kg to mój rekord (o ile można nazwać taki wyczyn rekordem) wagowy i uwierzcie mi głównie to tłuszcz.
BMI 28 (no ładnie)
Woda w organiźmie to 47 %

Moje dalsze wymiary:
Pas 104 cm
Biceps (Prawy) 37 cm (Lewy) 37 cm
Udo (Prawe) 63 cm (Lewe) 62cm
Łydka (Prawa) 40 cm (Lewa) 41 cm
Przedramie (Prawe) 30 cm (Lewe) 29 cm
Klatka 116 cm

Wysztko to stało się tak szybko, że człowiek zanim się obejrzał to uświadomił sobie, że trochę przegiął w drugą stronę.

Jeżeli chodzi o aspekt psychiczny to brakuje mi czasu na przemyślenia, na spokój, na oderwanie się od wszystkich rzeczy i telefonów.

Nowy Roku to dobra wymówka, aby wziąć się za siebie. :)

Postanowienia duże. Chcę zmienić złe nawyki życia codziennego, które jak się okazuje niszczą nas niezauważalnie. Często nie widzimy tego jak w skali miesiąca przybywa nam 0,5 kg. Jednak po roku to już naprawdę dużo.

Odnalazłem wyniki moje z jednego z ultra maratonu (125 km na orientację), w którym wziąłem udział w 2007 roku.
Dlaczego to wrzucam po 7 lat? Otworzyło mi to bardzo oczy.

Dla chętnych tabela z wynikami oraz parę zdjęć z tego maratonu.

Wyniki    PICT7890  06 3304PICT7892PICT7896PICT7900

Ps. W Maratonie wystartowałem po 3 tygodanich przygotowań, przy czym tydzień przed złapałem kontuzję kolana i ostatni tydzień robiłem sobie regenerację.
Startowało około 100 osób ukończyło go około 18. W tym ja z przyjacielem na 12 miejscu. Z wyliczeń wyszło nam, że zrobiliśmy 150 km. Konsekwencje po tym maratonie przedstawiam również na zdjęciach. Powiem tak przejście po nim do pociągu (na szczęście nocleg był 200 m od peronu) to było gorsze doznanie, niż ten maraton.

Ten miesiąc (styczeń) postanowiłem ograniczyć jedzenie. Wykluczyłem picie Coca-coli całkowite, staram się też jeść mniejsze porcje. Nie stosuję specjalistycznej diety. Wykupiłem sobie również teraz (Czyli pod koniec miesiąca) karnet na siłownię i basen. Na razie powolutku zaczynam się ruszać, aby spokojnie bez takich zrywów jakie mam dojść do pełnej sprawności psycho-fizycznej.

Na początku każdego miesiąca będę wrzucał dane z tego jak się zmienia moja sytuacja.

Chcę spokojnie i trwale przygotować się do kolejnych pomysłów jakie mam zamiar zrealizować. Do tej pory to większość to był spontan. Redaktorzy podczas wywiadów, nie dowierzali, że startowałem na moje wyprawy praktycznie z zerowym przygotowaniem. Wyjątek był Mont Blanc (gdzie potraktowałem zdobycie szczytu bardzo poważnie).

Ps. Dostałem zaproszenie do wygłoszenia krótkiego przemówienia dla jednej ze szkół z Rembertowa. Oczywiście zdjęcia i informacje pojawią się również na blogu.

A jakie są wasze postanowienia Noworoczne? Jeszcze przy nich trwacie?